zwariowany dzień

Mimo iż dzisiaj 16 listopad a nie piątek trzynastego napotkałem na nie lada problemy. Zaczęło się od niespodziewanego wyjazdu, upolowałem godzinę o której mam pociąg i 15 minut wcześniej wyruszyłem. Zakupiłem bilet, papierosy po czym oczekiwałem na pociąg na peronie popalając papierosa z myślą o nowym zakazie palenia. Z zamyślenia wyrwała mnie informacja o opóźnieniu, 40 minut!. Normalnie bym zrezygnował ale sprawa była raczej ważna więc przeczekałem. Po jakichś 50 minutach siedziałem już wygodnie w pociągu ale to był dopiero początek. Podróż która zazwyczaj trwa 1 godzinę tym razem zajęła mi prawie półtorej godziny. Po dojechaniu szybko wsiadłem w tramwaj (miałem tylko 15 minut) i na szczęście zdążyłem wszystko załatwić (jedyny plus). Potem już na spokojnie, popijając kawę poszedłem na dworzec. Okazało się, że pociąg już czeka, wsiadłem i ruszyliśmy. Niestety w środku dowiedziałem się, że niestety owy pociąg nie zatrzymuje się na mojej stacji. Cóż, zatelefonowałem czy by mnie ktoś z wcześniejszej stacji nie odebrał, udało się. Ucieszony wyglądam przez okno aż tu nagle usłyszałem kontrola biletów. Sięgam do portfela i doznaje olśnienia, nie kupiłem go. Po szybkim rozpoznaniu udałem, że dopiero co wsiadłem i zakupiłem bilet na przejazd jednej stacji, całe 7 zł kosztuje taka przyjemność. Teraz jestem już w domu, może dotrwam do jutra bez kolejnych uciech ;)

szanuj sąsiada swego? oraz kota jego

Robiąc porządki w domu i na działce poszedłem do garażu zanieść kilka gratów. Już byłem pod drzwiami z kluczem w ręku gdy coś usłyszałem, miau, miau. Kot myślę i rozglądam się ale nigdzie go nie widzę, odwracam głowę a tu kot za oknem w garażu. Myślę sobie wtf, jak tam wszedłeś. Obchodzę garaż czy nie jest gdzieś otwarte okno czy tam dziura ale nic. W tle ciągłe miauczenie, otwieram drzwi i się pytam skąd się wziąłeś, a tu tylko miau i jak wystrzelił..
Prawdopodobnie wszedł gdy drzwi były otwarte i ktoś go tam zamknął, ale kiedy, ile to trwało nie wiem. Dobrze że nie zastałem go martwego, pewnie już wrócił do domu :)

wtf?

Co za dzień… Nie dość że spałem tylko 3h przed ważnym dniem to spóźniłem się na pociąg. Bilet kosztował mnie dodatkowe 5 złotych, ale to nie koniec, dopiero początek. Potem już tylko gorzej, obdarłem piętę do krwi i kuleje, ostatnia kasę z portfela wydałem w sklepie i dopiero w pociągu olśniło mnie że nie mam biletu i kasy. Na karcie 7 zł, nijak to wypłacić, pociąg już dawno odjechał ale na szczęście można zapłacić w kasie karta i starczyło. Teraz siedzę i czekam, ciekawe co mnie dalej spotka wiec pytam co dziś za felerny dzień, wtf?
Ps. pisze z telefonu, jak dożyje to potem poprawie błędy…