qnap i clamav

Czyli temat trochę z czapy, antywirus potrzebny na linuxie czy nie, używać też na nas’ie czy nie? Na te pytania chyba każdy musi sobie odpowiedzieć wg potrzeb i tak też ja raz na miesiąc czy dwa przeskanuje clamem laptopy czy nawet malinę (po odpowiednim zwiększeniu swapu bo troszkę brakowało). A skoro w qnapie clamav jest instalowany z defaultu to tak też sobie działał raz na miesiąc. W schedule ustawiony oczywiście był też freshclam (aktualizacja definicji) i tak to sobie śmigało odkąd kupiłem tego qnapa aż tu nagle parę tygodni/aktualizacji temu zaczęły się randomowe crashe. Najpierw sporadycznie, potem coraz częściej aż ostatnio stanęło na prawie codziennie. Wszystko oczywiście działo się w nocy kiedy smacznie spałem a rano było już oczywiście po restarcie.

Kurcze w logach pusto, dyski przeskanowane na prawo i lewo czy przypadkiem już nie nadają się na śmietnik ale wszystko elegancko. No więc z dnia na dzień wyłączałem wszystko co tylko nie używałem, usuwałem usługi, wyłączałem co było w schedulerze ustawione na noc ale bez skutku. Aż na prawie samym końcu doszedłem do freshclam (antywir oczywiście wyleciał z crona na samym początku) i trafiłem. No ja bym się nie spodziewał że aktualizacja definicji antywirusa aż tak potrafi zamulić maszynę, zdaję sobie sprawę, że to wersja cebula na procesorze ARM i to raptem do pobrania z 250 mb i następne przemielenie a jednak. IO waity skakały tak pod górkę że load robił się na poziomie 300-350 więc skutecznie uwalało to gui jak i możliwość dobicia po ssh.

Screen poglądowy, 5 minut po odpaleniu freshclam, dalej wszystko leci w górę 🙂

Jakiś bug, niedoskonałość w firmware? Ciężko stwierdzić skoro vendor już w 2019 roku sugeruje manualny update więc może to bug z kategorii „ficzer” 🙂

Wszystko poza w/w fresclamem przywróciłem do normalnej konfiguracji i lata to jak powinno znowu, a manualny update też nie domaga więc chyba muszę po prostu z tym żyć że nie przeskanuję swoich zdjęć czy backupu 🙂