Prometeusz

Właśnie niedawno wróciłem z kina wprost z filmu Prometeusz. Pomimo opinii które wyczytałem przed i po obejrzeniu filmu, głównie negatywnych jestem zadowolony z wydanych pieniędzy i spędzonego niedzielnego (bo wtedy zaczynał się seans) wieczoru.

Wprawdzie kinomaniakiem czy wielkim fanem „SF” nie jestem aczkolwiek z filmów które ostatnio oglądałem (mowa o nowościach kinowych) jest to chyba jedyny albo jeden z niewielu tytułów które mi się spodobały. Fakt, było kilka niedoróbek, 3d również nie szokowało (to chyba norma), scenariusz w kilku miejscach „dziwny”, wszelkie dyskusje na temat czy to „prequel” Obcego czy też nie zostawiam z boku (bo aż takim wielkim fanem serii nie jestem chociaż oglądałem po kilka razy z przyjemnością).

Co mi się spodobało? Głównie klimat filmu, dawno już nie było produkcji w podobnym tonie, brak bezsensownego dodawania elementów komediowych (co ostatnio w kilku pozycjach zauważyłem), efekty które może nie powalały ale były na znośnym poziomie no i oczywiście aktorów. Tym razem nie towarzyszyła filmowi plejada gwiazd rodem z programów o Hollywood czy też muzycznych „odkryć”. W skali 10 pkt dałbym solidną ósemkę bo film przynajmniej dla mnie po seansie nie narzucał myśli typu: co ja tu robię, ale strata czasu/kasy. Hit stulecia/dekady to nie jest ale w zupełności wystarcza jako kawałek dobrej rozrywki.

W kolejnych planach mam wypad na nowego Batmana, trochę się boję bo fanem serii nie jestem i nie wiem czy spełni moje oczekiwania a przynajmniej się spodoba.