Debian sid i gnome-shell

Jako, że w weekend Gnome-shell wszedł z impetem do repozytoriów sida nie mogłem sobie pożałować i w końcu przetestować. Może to i wstyd bo od pierwszego wydania na livecd iso leżało na dysku nie ruszone, tak samo jak płytka przysłana pocztą 😉

Kompletnie odpuściłem sobie aktualizację, zrobiłem coś zupełnie innego, wgrałem debiana na nowo – aby zrobić mały porządek na dysku. Po szybkim backupie najważniejszych danych (jak zwykle o kilku zapomniałem, ale tym razem sukces – mniej ważnych) wypaliłem daily iso businesscard i zacząłem instalację wersji unstable. Tutaj jak zawsze wszystko poszło gładko, tyle tylko, że tym razem zamiast instalowania wersji minimalnej wybrałem opcję ze środowiskiem graficznym – głównie aby zobaczyć jak to wygląda.

Po restarcie moim oczom ukazał się odmieniony debian, gnome-shell o którym sporo czytałem, widziałem ale nie dotykałem (swoją drogą tak jak unity w ubuntu). Z początku lekkie zdziwienie – o co chodzi, gdzie menu, gdzie panel, gdzie tray – ale z każdą kolejną minutą przyzwyczajałem się. Standardowo zacząłem od przegrania backupu, instalacji kilku programów (niestety zawsze zapominam zrzucić listę dpkg zainstalowanych aplikacji :|) i konfiguracji wszystkiego po kolei.

Co mi się rzuciło w oczy? Kiepskie możliwości konfiguracji, zmiana tapety to trochę za mało aby dopasować system pod kątem każdego użytkownika. Gdzie tu się zmienia czcionki? Ikony? Style? Ja wiem, że są do tego aplikacje ale czemu nie instalowane od razu?

Panel, czyli to coś czarnego u góry, wygląda ładnie tylko jak tu coś dodać, skasować bo nie jest mi np potrzebny szybki dostęp do opcji kontrastu czy zoomu.

Tray, schowany gdzieś na dole, czasem coś się w nim pojawi tylko czy ja go będę używał? Z tego co do tej pory zauważyłem to tylko Transmission ma opcję ikony w trayu, Empathy, Rhythmbox (ciekawy jest też plugin do scroblowania last.fm – jest ale gdzie się podaje usera/hasło to ja nie mam pojęcia) gdzieś ją zagubiły albo bardzo dobrze ukryły.

Activities, czyli chyba menu, idzie się przyzwyczaić. Podgląd programów, pulpitów nawet mi pasuje, dock z programami do szybkiego uruchamiania też. Widzę nawet alacarte więc możliwość edycji pewnie istnieje, pewnie bo nie działa ale może to przez nieszczęsnego pythona który to kilka dni temu uniemożliwił? A może nie?

Jeżeli chodzi o debiana to pełna instalacja daje w pełni działający system. Jest wszystko, nawet za dużo. Po co aż dwa pakiety biurowe, dwie przeglądarki? Bez przesady 😉

Tyle przyszło mi do głowy w pierwszym dniu. Co będzie dalej, czy mi się spodoba, nie wiem, zobaczymy 😉