Holandia

Z braku prawdziwego urlopu potraktowałem ten wyjazd (4 dniowy) jako wakacje, lepsze to niż nic. Wyjazd w czwartek o godzinie 5, autokarem (miło, klima, kibelek, w miarę nowy :)), a o godzinie 19 byliśmy już na miejscu, kemping pod Amsterdamem. Przypadło mi spać w domku 6 osobowym, w pokoju 1,5 x 2 m (coś jak szafa :P), pomimo ciasnoty i dużej liczby osób było nawet miło, a tak czy siak tylko wpadałem tam na sen.

Domek

Następnego dnia, o 8.15 wybraliśmy się na pierwszą porcję zwiedzania, fabrykę/hodowlę kwiatów, ogromna hala gdzie ludzie na wózkach śmigali z kwiatami, 2 sale gdzie prowadzone są aukcje kwiatów. Kolejnym etapem było portowe miasteczko – Alkmaar albo Volendam (nie pamiętam tylko w którym), później łódką wypłynęliśmy do Marken. Poza obejrzeniem architektury, wioski (oni wieszają tak małe firanki albo wcale że wszystko widać co robią, u nas to by nie przeszło :)) i zjedzeniem ryby nic mnie nie zachwyciło.

Następnie Zaandam, czyli skansen wsi, ot ogromna działka ze starymi budynkami, wiatrakami i wszystkim co dawno temu było w użytku do obejrzenia. Co ciekawe w niektórych starych domkach nadal mieszkają ludzie.

Wiatrak

Ostatnim punktem tego dnia była wieczorna wizyta w Dzielnicy Czerwonych Latarni czyli miejsce o otwartej prostytucji. Nie wyobrażajcie sobie jednak zbyt wiele, nie widać po kątach ludzi uprawiających seks. Ot panienki za szybami, ubrane w bikini (głównie, inne dziwne stroje też były) zapraszające cie do wejścia. Do tego masa zwiedzających, nastolatków, matek z dziećmi, dziadków i innych.

W sobotę z rana wybraliśmy się do samego centrum Amsterdamu. Mieliśmy umówioną wycieczkę po kanałach, łodzią. Dzięki uprzejmości dwóch polaków mieszkających na miejscu dowiedzieliśmy się kilku rzeczy o samym Amsterdamie i miejscach które oglądaliśmy. Następnie piesza przeprawa po kilku dzielnicach aż do godziny bodajże 16 kiedy to mieliśmy już czas dla siebie. Jako, że zwiedzanie muzeów, zabytków, itp wcale mnie nie interesuje skończyło się na obiedzie, zakupach i kilku piwach w kilku miejscach.

W niedzielę, około godziny 9 wyruszyliśmy w stronę polski, z jednym większym postojem w niemczech, dokładniej w Aachen. Ludzie oglądali tam jakąś katedrę, spora, ładna ale nie wiem o niej nic więcej. Przynajmniej zjadłem obiad bo po 3 godzinach ruszyliśmy już do domu. Bez dłuższych postojów, jedynie 15 minut co 4 godziny aby kierowcy mogli się zmienić. Dzięki temu o godzinie 5 byłem już w domu i mogłem odespać cały wyjazd 😉

Wrażenia? Kraj zupełnie inny niż polska, ludzie bez powodu się do siebie uśmiechają. Masa rowerów (zapomniałem zrobić fotkę), parkingi podziemne, kilkupoziomowe specjalnie dla rowerów. Legalne palenie, prostytucja. A mimo to brak jakichś akcji które pokazywały by że to zła polityka. Wszystko kulturalnie i ładnie, przynajmniej kiedy ja byłem w pobliżu. A poniżej kilka fotek gdyby komuś chciało się oglądać 🙂