Izrael

Minęły już prawie 2 tygodnie od powrotu z Izraela a ja miałem problem z opisaniem tego wypadu. Nie były to wakacje czy wczasy, sporo zwiedzania, głównie miejsc o znaczeniu religijnym i podejmowałem kilka prób opisu tego. Żadna jednak nie nadawała się na publikację więc może zrobię to nieco inaczej.

Wyleciałem z warszawy 19 marca, do Tel Avivu (pierwotnie miał to być Egipt ale ze względu na zawirowania polityczne plan został zmieniony). Na miejscu przejechaliśmy do hotelu w Betlejem na krótką drzemkę (bo była już godzina 6 rano :)). Po niej i lekkim śniadaniu udaliśmy się zwiedzać, pominę tutaj opis codzienny a wymienię tylko kilka punktów które udało się zrealizować przez cały tydzień:

– Betlejem: Bazylika Narodzenia Pańskiego, Bazylika św. Katarzyny, grota św. Hieronima, itd.

– Yad Vashem

-Cezarea: akwedukt, amfiteatr

– Nazaret, góra Karmel, Tabor

– Hajfa

– Jezioro Galilejskie i okolice

– Jardenit, Jerycho, morze martwe, Qumran

– stare miasto Jerozolimy i okolice czyli masa bazylik, itp.

Z grubsza to tyle, sporo gdyby ktoś sobie nie mógł wyobrazić. Codzienne wstawanie ~6 rano i w drogę. Na szczęście powroty do hoteli w miarę o normalnych porach. Można było spokojnie zjeść kolację i posiedzieć, pogadać z grupą 🙂

Jeżeli chodzi natomiast o moje wrażenia to muszę przyznać, że jestem zadowolony. To zupełnie coś innego niż oglądać te miejsca w tv czy czytać w książkach. Miałem zupełnie inne wyobrażenia a na miejscu okazało się zupełnie inaczej. Z jednej strony brud i bieda, wciskanie czegokolwiek do kupna przez Palestyńczyków, z drugiej Żydzi, a z kolejnej ortodoksyjni Żydzi. Do tego mur którym się przedzielili, dzieci z karabinami (tak, w Izraelu każdy, czy to chłopak czy dziewczyna musi swoje odsłużyć), domy w odległości metra od muru no i masa turystów. Ciężko to wszystko zebrać w kupę i opisać, trzeba by chyba spędzić więcej czasu niż 8 dni.

Tak więc jak już zaznaczyłem, ani się tego opisać ani pokazać na zdjęciach nie da. To trzeba zobaczyć na własne oczy więc każdemu polecam taki wyjazd, przynajmniej raz w życiu 🙂