oj to ubuntu ;-)

Każdy kto chciał pewnie już dawno temu zaktualizował/zainstalował nowe ubuntu a ja sobie musiałem poczekać aż do dzisiaj. Wolny dzień pozwolił mi na tę przyjemność. Szkoda tylko że podczas przeprowadzki musiałem uszkodzić dysk który to robił za tymczasowy nośnik danych podczas przeróżnych instalacji na moim laptopie. Zostałem zmuszony do zakupu drugiego pendrive’a aby pomieścić swoje dane.
Instalka jak zwykle z alternate cd, poszła gładko, pierwsze uruchomienie i znak zapytania pojawiający się nad głową. Gdzie ten chwalony plymouth? Czarny ekran i tyle ale okazało się że jedną komendą można załatwić sprawę. Po zalogowaniu nieco się zdziwiłem (mimo iż słyszałem o zmianach), ten fioletowy kolor trochę mi nie pasuje, przyciski z lewej też, natomiast motyw całkiem fajny. Po 5 minutach wszystko zmieniłem 🙂 Po wgraniu wszystkich danych zabrałem się za konfigurację kilku programów i trochę się zdziwiłem kolejny raz. Dwa aplety na panelu dają ciekawe możliwości ale dlaczego nie można (?) ich skonfigurować, nie chcę ikony głośności, ani przycisku wyłączania – reszta mogła by się przydać. Cóż, wywaliłem je. Kolejny znak zapytania pojawił się gdy chciałem włączyć ikony w menu, gdzież oni to upchnęli? Ano skasowali (dziwne…), jedynie zabawa z gconfem pomaga. Rhythmbox, transmission stare ale jare ale coś mi tutaj namieszali, zawsze lewy klik na ikonce w trayu otwierał je a tutaj wyskakuje mi tylko menu (wtf?).
A tak wygląda mój obecny pulpit bo kynski męczył mnie o screena 🙂

To by było na tyle teraz, reszta wyjdzie później bo inne zadania czekają 🙂