Czechy, narty, weekend

Właśnie wróciłem, chyba z ostatniego wypadu na narty (zima się kończy :() w tym roku. Krótko bo tylko dwa noclegi ale na rozluźnienie w sam raz.
Wyjechaliśmy około 16, w piątek. Większych korków poza Pszczyną nie było. Na miejscu byliśmy koło 21 więc zdążyliśmy zjeść kolację. Rano po śniadaniu okazało się, że stok który polecił znajomy był zamknięty (z powodu małej ilości śniegu) ale miły miejscowy pan powiedział nam gdzie mamy jechać. Sześć kilometrów dalej był działający wyciąg, może nie alpejskie stoki ale dobrze naśnieżony więc dało się pojeździć. Ludzi było niewiele, kolejek do wyciągu brak. Jedynie mógłbym narzekać na padający deszcz/śnieg (ciężko powiedzieć co to było :P) ale na szczęście trwało to tylko z godzinkę. Potem standardowo kolacja z czeskim piwem i oglądanie skoków (trzeba było zobaczyć Małysza :)). Dzisiaj natomiast zawiodłem się, chciałem jeszcze z 2 godzinki przed wyjazdem pojeździć ale było tyle ludzi i tak ogromne kolejki że zrezygnowałem. Stąd też tak wczesny powrót. Na następny rok muszę sobie zaplanować dłuższe wypady, przynajmniej jeden tygodniowy, najlepiej za granicą – marzą mi się alpejskie stoki na których ostatni raz jeździłem z 5 lat temu 😐
Zdjęcia wrzucę innym razem, niestety zapomniałem zabrać aparat 🙂